Sylwester oczami pesymisty
Ludzie! Kto to ku*wa wymy?li? ?! Ju? od listopada ?lubna wydala z siebie idiotyczne pomys?y, ?eby p�j?? na "jaki? bal". Jakby?my srali pieni?dzmi... Albo ?eby gdzie? wyjecha?, gdzie gor?co. A niech se w??czy farelk? pod fikusem, b?dzie mia?a tropiki w cha?upie. I tak przecie? sko?czy si? na balandze u Witka. Jasne, trzeba ?adnie si? ubra?, bo wszystkim si? wydaje, ?e to jaki? uroczysty dzie?. Czyli ?ona najpierw pu?ci w tr?b? p�? bud?etu domowego na jak?? kieck?, w kt�rej wygl?da jak zwykle, czyli jak w worku po nawozach sztucznych. Ale cena taka, ?e za to mo?na by ?ywi? jeden powiat w Somalii przez kwarta?. Ja si? wbijam w garnitur, bo europejska cywilizacja wymy?li?a, ?e m??czyzna wygl?da dobrze, gdy wdzieje na siebie marynar?, co pije pod pachami. Pod szyj? zawi??? sobie kolorowy postronek. I tak mam przewag?, bo prysn? na dzi�b jak?? wod? kolo?sk? i jazda, a ma??onka k?adzie sobie tapety tyle, ?e palec w to wchodzi do pierwszego stawu, a daje rezultat mumii Tutenhamona zaraz przed konserwacj?. I zajmuje ze trzy godziny. ?azienka, oczywi?cie, zaj?ta i wszyscy pozostali domownicy musz? szcza? do zlewu. Wiadomo mamusia si? szykuje na sylwestra. U Witka ten sam zestaw ludzki, ale czasem trafia si? co? nowego, na czym mo?na by oko zawiesi?. Jak zwykle nic z tego nie wyjdzie, bo chocia? Witu? ma du?? cha?up?, to ryzyko za du?e. Zreszt? ka?da kobitka jeszcze przed p�?noc? doprowadza si? do stanu, w kt�rym wygl?da jak kupa. W tym dniu trzeba by? radosnym jak m?ody pies, szczerzy? z?by w u?miechu i rusza? w tany, nawet je?li ni pyty nie mam o tym poj?cia. Zreszt? nikt nie ma, za to wszyscy miotaj? si? w konwulsjach i po kr�tkim czasie cuchn?, jak gdyby nie myli si? z tydzie?. Baby w szczeg�lno?ci. Z facetami jest prostsza sprawa, bo ju? ko?o jedenastej s? pijani w sztok i be?kocz? albo chc? rucha? wszystko, na co trafi?. O p�?nocy trzeba obca?owa? wszystkie te o?linione i ?mierdz?ce w�d? mordy, ob?udnie ?ycz?c wszystkiego najlepszego, cho? jedyne, o czym wtedy my?l?, to ?eby ich szlag trafi? czym pr?dzej. Potem sylwestrowa noc, banalna do b�lu - rozmazane makija?e kobitek (najlepszy tusz nie wytrzyma, gdy w?a?cicielka walnie mord? w sa?atk?), ?pi?cy pokotem faceci, jacy? zarzygani klienci w kiblu. Norma. Ja, oczywi?cie, nawal? si? ju? przed p�?noc?, ?eby unikn?? konieczno?ci pota?c�wek i dialog�w z w?asn? ?on?, bo co jej mo?na nowego powiedzie? po 15 latach ma??e?stwa? Trzeba tylko doczeka? do rana, kiedy rusz? pierwsze autobusy, bo zam�wienie taks�wki graniczy z cudem. Pijany i ?mierdz?cy autobus dowiezie nas jako? do domu. Mo?na spa?. Prze?y?em.
Do siego roku.